-Ehm dzień dobry pani Victorio- wykrztusiłam
-Dzień dobry Lauro, poznaj moją córkę Matildę i syna Leondre.
-My z Leo już się znamy, chodzimy razem do klasy- wyjaśniłam.
-O to fajnie, będziecie mieli o czym rozmawiać jak nas nie będzie- powiedziała kobieta.
-Tak zapewne będziemy rozmawiać o wielu rzeczach- odezwał się Leo
Spojrzałam na niego wzrokiem bazyliszka i poprowadziłam gości do salonu. Przez całe następne dwie godziny ten dupek się na mnie gapił, nie mogłam nawet w spokoju zjeść kolacji bo ciągle szeptał mi coś na ucho, no oczywiście musiał koło mnie usiąźć. Gdy w końcu wybiła 19:00 pożegnaliśmy się z naszymi rodzicielkami i patrzyliśmy jak odjeżdżają.
*Perspektywa Leo*
Jaka ona jest śliczna, dobrze, że nasze mamy poszły na imprezę, będziemy mieć dla siebie całą noc, na szczęście mam już gotowy plan.
-O czym tak myślisz głupku? -spytała piękność
-O tobie kochanie.-odparłem bez zastanowienia
-Pff słaby podryw- powiedziała moja miłość
--Wiesz stać mnie na więcej żabciu.
*Perspektywa Laury*
Mówiąc to chciał mnie pocałować, ale popchnęłam go na łóżko i uciekłam do swojego pokoju.
-Skarbie wiem, że tego chcesz - usłyszałam z dołu jego głos.
-Tak? To chodź tu i mnie sobie weź-krzyknęłam.
Na jego reakcję nie musiałam długo czekać, cały czas słyszałam jego kroki które nie miłosiernie zbliżały się do mojego pokoju, chwyciłam lampkę stojącą na biurku i gdy otworzył drzwi walnęłam go w głowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz